Igrzyska o jeden punkt.

 

 

 

   Igrzyska o jeden punkt. Dalsze oczekiwanie na oficjalną kwalifikację olimpijską. 

Mimo  graniczącego z pewnością przekonania o kwalifikacji olimpijskiej, na oficjalne potwierdzenie udziału w IO, w Londynie, przyjdzie mi  niestety jeszcze trochę poczekać. Zdecydował jeden punkt i zorganizowane w ostatniej chwili zawody,  które otworzyły drzwi  zawodnikom, którzy po zakończeniu ubiegłorocznego  sezonu, wydawało się nie mają większych szans na udział w Igrzyskach. 

  Pierwszy dzień marca był ostatecznym terminem zdobywania punktów do rankingu olimpijskiego. Miał to być również dzień potwierdzający zdobycie  przeze mnie kwalifikacji do startu w Igrzyskach, w Londynie.  Po udanym, ubiegłorocznym sezonie przyjęliśmy z trenerem taktykę  przygotowań pomijającą  zawody kwalifikacyjne w styczniu i w lutym, tego  roku.

 Ostatni miesiąc obfitował w liczne zawody, podczas których można było walczyć o punkty. Między innymi zawody w Hiszpanii, Włoszech, Irlandii i Kazachstanie.  Większość zawodników szukających rankingowych punktów brało udział w dwóch lub trzech startach w ciągu jednego miesiąca!  W zawodach tych zazwyczaj nie startowali zawodnicy już zakwalifikowani, czyli ogólnie ujmując reprezentujący wyższą formę, co znacznie ułatwiło drogę do Igrzysk poszukującym punktów, na ostatnią chwilę.

  W mojej ocenie próba zdobywania kwalifikacji o tej porze roku i starty, w tak krótkim czasie mogły przynieść efekt jedynie w postaci udziału w Igrzyskach Olimpijskich, jednak znacznie obniża szanse optymalnego  przygotowania konia do głównych zawodów oraz walkę o wysokie lokaty.  Wychodząc z takiego założenia nie planowałem startów w zawodach  kwalifikacyjnych, w tym roku.  Uznałem, że 201, zdobytych punktów  wystarczy do kwalifikacji i nie chciałem narażać Waga na dodatkowe  obciążenia. Tym bardziej, że styczeń i luty nie są dobrym okresem rozpoczynania sezonu i intensywnych startów. Przyjęta taktyka spowodowała  niestety mój spadek w rankingu poza dwudziestkę, która ma zagwarantowany start w Londynie. Ostatni zakwalifikowany zawodnik zdobył 202 pkt. Ja natomiast zgromadziłem o jeden punkt mniej co oznacza, że wraz z zawodnikiem z Irlandii, który również zdobył 201 pkt.,  jesteśmy  na pierwszym miejscu listy rezerwowej.  Biorąc pod uwagę kwalifikacje drużynowe ekip,  min. Argentyny, która w chwili obecnej nie ma żadnego zawodnika z wynikiem kwalifikacyjnym oraz  ekipę Japonii z zakwalifikowanymi trzema zawodnikami, mój udział w  Igrzyskach wydaje się mimo wszystko prawie pewny. Problem w tym, że  niepotwierdzony, ze względu na różnicę punktową.   Każdy kraj z kwalifikacją drużynową może wystawić pięciu zawodników. W  przypadku mniejszej liczby zawodników w drużynie, miejsca przechodzą dla  zawodników z listy rezerwowej.   W tej sytuacji większym problemem może być zdobycie środków finansowych  na olimpijskie przygotowania. W przypadku potwierdzonej kwalifikacji PZJ  może ubiegać się o pieniądze z Ministerstwa Sporu, tak przecież potrzebne na treningi, wyjazdy na zawody i sprzęt.  Choć dalej uważam, że mój start, o ile zdrowie i forma konia pozwolą, jest niemal pewny, proceduralnie sprawa się komplikuje. Mam nadzieję, że FEI, czym prędzej zweryfikuje listę uczestników, z uwzględnieniem drużyn, które nie są w stanie wystawić  5 osobowych ekip i wszystko stanie się jasne.  Smutny to fakt, że kolejny raz Polska, nie jest w stanie wystawić drużyny WKKW do Igrzysk Olimpijskich, co jak widać, bardzo utrudnia przygotowanie i proces kwalifikacji.

Wielkie gratulacje dla reprezentujących ujeżdżenie Katarzyny Milczarek oraz Beaty Stremler za potwierdzone zdobycie kwalifikacji olimpijskich.

 

 

Partnerzy:
Wszelkie prawa zastrzeżone Paweł Spisak | Powered by C5