Najbardziej utytułowany polski WKKW-ista ostatnich lat. Jako jeden z nielicznych Polaków, osiągnął światowy poziom, w trudnej i prestiżowej dyscyplinie jeździeckiej, we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. Ceniony za profesjonalizm, szanowany na międzynarodowych arenach.

Wywiad z Pawłem Spisakiem

Dlaczego uprawiasz WKKW? To najtrudniejsza i wydaje się najniebezpieczniejsza dyscyplina jeździecka.

Tą właśnie dyscypliną zaraziła mnie moja pierwsza trenerka, Ewa Piechocka. Zawsze powtarzała, że prawdziwe jeździectwo, to właśnie WKKW, bo wymaga wysiłku i pokory. Zaczynałem w Kłosie, pod Koszalinem, w bardzo skromnych, z dzisiejszej perspektywy, warunkach. Pamiętam, jak sami robiliśmy pierwsze przeszkody, z opon, żerdzi, beczek itp., na łące pod lasem; taki, pierwszy kros. Mimo to opłaciło się. Już od pierwszych zawodów wiedziałem, że jeśli mam jeździć konno, to chcę jeździć WKKW. Bez wątpienia jest to bardzo trudna dyscyplina, która wymaga profesjonalnego przygotowania i konia i jeźdźca. Nie ma tu miejsca na improwizację. Niebezpieczna może być, tylko wówczas, gdy coś próbuje się zrobić na skróty. Jeżdżąc WKKW trzeba wszystko solidnie wypracować. Dlatego od samego początku przygody z WKKW, ważny jest wybór odpowiedniego miejsca do treningów, wybór odpowiedniego trenera, który nie tylko nauczy techniki jazdy ale wpoi szacunek dla konia, jako równoprawnego partnera.

Ile miałeś lat, gdy zacząłeś trenować? Kiedy przyszły pierwsze sukcesy?

Pierwszy raz wsiadłem na konia, gdy miałem 10 lat, właśnie w stajni u Pani Ewy Piechockiej. W wieku 12 lat pierwszy raz wystartowałem w zawodach i od razu były to zawody WKKW, Koszalińska Olimpiada Młodzieży, miałem szczęście, pierwsze zawody, pierwsze podium. Pamiętam, że kask na kros by nie spadał z głowy musiał być wypchany gazetami, nie było mniejszych. Startowałem na klaczy Nadzieja, był to mój pierwszy koń, który jest z nami do dziś. Mimo sędziwego wieku, to świetny koń do nauki. Wielu zawodników naszego klubu właśnie na niej rozpoczynało naukę. Zaledwie dwa lata po pierwszych zawodach, zdobyłem swój pierwszy, brązowy medal w Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych. Przez kolejne lata regularnie zdobywałem medale w MP Juniorów i Młodych Jeźdźców. Nadzieja na poważniejsze starty i sukcesy międzynarodowe pojawiły się jednak dopiero z kupnem Weriusza.

Wielu Twoich kolegów, z którymi startowałeś, jako junior, młody jeździec zrezygnowało z WKKW, uprawiają, dziś np. skoki, dlaczego Ty jesteś wierny WKKW?

Zawody WKKW a zwłaszcza kros, to ogromne wyzwanie, dają nam taką adrenalinę, której nie da żadna, inna dyscyplina jeździecka. To trzeba poczuć… koncentrację, gdy słyszę odliczanie w boksie startowym… ale wymaga też ogromu pracy i zaangażowania By osiągnąć poziom międzynarodowy, wymagane są długoterminowe plany i wielka dbałość o konie, precyzyjny trening. Często niestety spotykamy się z sytuacją gdy zbyt wcześnie chcemy osiągnąć wyższy poziom co działa na szkodę konia i przekreśla szanse na prawdziwe sukcesy i emocje jakie nam dają starty w dużych międzynarodowych zawodach. Wiele świetnych, polskich koni, przedwcześnie skończyło karierę. Bo ważne były krótkoterminowe efekty. Pamiętajmy, że WKKW to trzy dni zawodów, po ujeżdżeniu i wyczerpującym krosie, koń z lekkością i w dobrej formie powinien zaprezentować się jeszcze na parkurze. Myślę , że powinniśmy brać przykład z zawodników zagranicznych, którzy potrafią z powodzeniem startować na koniach kilkunastoletnich odnosząc wielkie sukcesy. Patrząc na nich, doskonałą kondycję ich koni, odpieram wszelkie zarzuty, że to sport niebezpieczny, to jest po prostu dyscyplina dla odpowiedzialnych.

Obecnie trenujesz u jednego z najlepszych, europejskich WKKWistów, u Andreasa Dibowskiego. Czy żaden trener w Polsce nie jest dla Ciebie dość dobry?

W dotychczasowej karierze miałem przyjemność i możliwość współpracy z wieloma świetnymi trenerami takimi jak Boguslaw Jarecki, Krzysztof Rafalak , Mirosław Ślusarczyk, Katarzyna Milczarek i Janusz Bobik. Każdemu z nich wiele zawdzięczam, każdy z nich pomagał mi poprawić moje umiejętności. Przyszedł czas, by zrobić krok naprzód. Niestety chlubne czasy polskiego jeździectwa i polskiej myśli treningowej to na razie historia. WKKW jest dyscypliną, która rozwija się niesamowicie dynamiczne. Szukałem osoby, która ma duże doświadczenie jako trener i jednocześnie czynnie uczestniczy w zmianach jakie nastepują na przestrzeni ostatnich lat w światowym WKKW. Taką osobą okazał się Andreas Dibowski. Jeden z najlepszych jeźdźców na świecie ( mistrz olimpijski z drużyną Niemiec, z Pekinu) i świetny trener. Oprócz sztuki jeździeckiej uczę się od niego profesjonalnego prowadzenia ośrodka WKKW, przygotowania młodych i bardziej doświadczonych koni do startów w zawodach, planowania oraz podejścia do koni i sposobu przekazywania wiedzy innym. To coś więcej niż nabywanie umiejętności, to swego rodzaju sportowa filozofia, solidności i precyzji. Andreas jest osoba niezwykle dokładną, przez co zwraca uwagę na nawet najmniejsze szczegóły. Liczy się jakość i styl wykonywanych ćwiczeń a nie tylko efekt końcowy. Taka forma treningu powoduje systematyczny wzrost moich umiejętności oraz powtarzalność wyników, co jest bardzo ważne.

Twoją karierę kojarzy się z jednym koniem, Weriuszem, czy jesteś „jeźdźcem, jednego konia”?

Zanim pojawił się Wierusz, jako junior i młody jeździec zdobywałem medale na kilku koniach, to pomagało mi rozwijać się wszechstronnie, sporo się nauczyłem, od koni właśnie. Dzięki temu potrafię dopasować się prawie do każdego konia. Jednak by osiągnąć sukces, koń i jeździec muszą stanowić parę. Jak dwie połówki, na dobre i na złe. Ja trafiłem, na taką, jeździecką drugą połówkę. To właśnie Weriusz, który dotąd jest koniem mojego życia. Jeżdżę na nim, od kiedy skończył 4 lata więc uczyliśmy się wzajemnie wszystkiego, zarówno rzeczy prawidłowych jak i tych mniej poprawnych. Znamy się na wskroś i w każdej niemal chwili jesteśmy w stanie siebie przewidzieć. Może to zabrzmi górnolotnie ale wyczuwamy swoje nastroje. Dzięki temu mogę liczyć na niego w trudnych sytuacjach jakich niemało podczas krosu. Weriusz często poprawia moje błędy a ja jestem wstanie przewidzieć jego chwile dekoncentracji. To koń o wielkim sercu, zawsze daje z siebie wszystko a często nawet więcej. Podczas olimpijskiego, finałowego przejazdu, w Hong Kongu, na stadionie było kilkadziesiąt tysięcy widzów, kamery, światła, ale tak naprawdę byliśmy tylko ja i on, zdani na siebie. Obaj daliśmy z siebie wszystko. Dwa czyste, bezbłędne przejazdy to nasz ogromny sukces.

Mimo niewielkiego wzrostu i ograniczonych możliwościach fizycznych jest koniem wybitnym i najlepszym jakiego spotkałem na swojej sportowej drodze. Drugim koniem, którego trenowałem od samego początku jest Del Piero. Koń , który w znaczący sposób przyczynił się do mojego startu na IO w Pekinie i wywalczył złoty medal w MP seniorów. Niestety kontuzja, której nabawił się podczas pobytu na padoku przekreśliła szanse na nasze dalsze sukcesy, ma u nas zapewnioną dozgonną emeryturę.

Wierusz, ma już 17 lat, niewiele polskich koni, w tym wieku widzi się na hipodromach. On jest nadal w świetnej formie. Jak to się dzieje?

Sekret świetnej formy Weriusza tkwi w odpowiednim, zrównoważonym treningu oraz racjonalnym i profesjonalnym planowaniu startów. Co jest także zasługą treningów z Andreasem Dibowskim. Nigdy nie startuje na Weriuszu w zawodach, jeśli czuję, że nie jest odpowiednio przygotowany. Staram się nie robić nic ponad jego możliwości, w danym momencie, nawet, gdyby miało to oznaczać utratę medalu, czy pozycji. Nic kosztem jego zdrowia. Nie raz rezygnowałem z dobrze zapowiadających się zawodów, gdy wyczułem, że to nie pora. Złe przygotowanie przekreśla szanse na dobry wynik i jednocześnie, otwiera drogę do szybszego zakończenia kariery przez konia. O kontuzję w tym sporcie nie trudno, dlatego tzw. działania na skróty prowadzą prędzej czy później do porażki. Najlepszym przykładem, niech będzie fakt, że od wielu lat mamy problem ze skompletowaniem drużyny na międzynarodowe starty w Mistrzostwach Świata bądź Europy, nie mówiąc o Igrzyskach Olimpijskich.

Jakie są twoje plany związane z Weriuszem?

Weriusz będzie startował tak długo, jak długo będę czuł, że trening i zawody sprawiają mu przyjemność i nie są dla niego zbyt męczące. Zdaję sobie sprawę, że koniec jego kariery może nastąpić już wkrótce, jednak tak długo jak nic co robimy nie jest ponad jego siły, będę starał się poprawiać nasze wyniki. Bardzo chciałbym aby wystartował z powodzeniem w naszych trzecich Igrzyskach Olimpijskich, w Londynie. Start i sukces na tych zawodach byłby pięknym zwieńczeniem jego bogatej i długiej kariery. Jest to koń , który zasługuje na medal podczas dużej, międzynarodowej imprezy.

Co z Twoją karierą, gdy Wierusz przejdzie na emeryturę?

Obecnie dzięki współpracy z Magdalena Donimirską oraz SK Janów Podlaski, z Panem dr Markiem Trelą, mam do dyspozycji dwa konie przygotowane do zawodów na poziomie trzech gwiazdek. Wag jest koniem już doświadczonym, o olbrzymich możliwościach i równie trudnym charakterze jeśli tylko uda się okiełznać jego temperament jest duża szansa na dobre wyniki, w największych imprezach. Jest to koń, z którym uzyskałem kwalifikację do tegorocznych ME w Luhmuhlen (2011), co jest moim głównym celem w sezonie.

Baryt z Janowa Podlaskiego, to koń o ogromnym potencjale ale jest nieprzewidywalny. Do tego jest ogierem a to bardzo rzadkie w dyscyplinie WKKW, powoduje częste dekoncentracje. Oprócz wyżej wymienionych koni mam do dyspozycji kilka młodszych, które rozpoczynają starty na poziomie krajowym. Większość młodych koni, w mojej stajni jest hodowli SK Janów Podlaski. Dzięki tej współpracy mam możliwość sprawdzania dużej ilości utalentowanych, polskich koni. Promujemy tym samym również polską hodowlę, na arenie międzynarodowej.

Masz szczęście, trenujesz we własnym, pięknym, nowoczesnym ośrodku, czyja to zasługa?

Dzięki zaangażowaniu rodziców, mam wspaniałe warunki do rozwijania pasji i kariery. 11 lat temu rodzice zainwestowali, dużą część dorobku życia, w stare zdewastowane, popegerowskie gospodarstwo pod Koszalinem. Ogromne, jak na ich możliwości nakłady finansowe oraz mnóstwo ciężkiej pracy spowodowało, że możemy cieszyć się pięknie odrestaurowanym obiektem wypoczynkowo sportowym, z XIX wiecznym dworkiem, zabytkowym parkiem, stajniami, placami treningowymi i wspaniałymi terenami do uprawiania jeździectwa i turystyki konnej.

 

Czy Twoja rodzina, córka, żona, podzielają Twoją pasję, czy angażują się w Twoją karierę?

Z żona Izą poznaliśmy się dzięki koniom więc i teraz pracujemy wspólnie. Pomaga mi nie tylko w związku z karierą sportową, wspiera rozwój całego ośrodka, dba o wygląd, wystrój. Prowadzenie ośrodka jest również naszym źródłem dochodu. Iza jest pedagogiem, wykwalifikowanym instruktorem, prowadzi min. zajęcia z hipoterapii. Córka, Wiktoria kocha konie, świetnie jeździ, na razie nie interesuje się jednak sportem konnym. Latem chętnie wybiera się na przejażdżki, potrafi zadbać o swojego kucyka i jego piękną fryzurę. Bywa, że obie jeżdżą ze mną na zawody, nie tylko kibicować. Od rana do wieczora nie odchodzą od koni, mam wówczas najczystsze i najbardziej wypielęgnowane konie, ze wszystkich startujących. Wiktoria ma nawet swój, specjalny, różowy zestaw szczotek dla Wierusza. Koledzy śmieją się, że moim najlepszym luzakiem, jest żona i córka. Team rodzinny.

Twoja stajnia, klub, to nie tylko wyniki Pawła Spisaka. W waszych barwach medale i wysokie lokaty zdobywają Twoi zawodnicy, jesteś dobrym trenerem?

Oprócz startów w zawodach pełnie również rolę instruktora w naszym ośrodku. Jest to dla mnie równie duże wyzwanie, co starty w zawodach. Sprawia mi to ogromną satysfakcję; wiedza, jaką zdobywam za granicą, mogę podzielić się z innymi i są tego efekty. Mimo stosunkowo krótkiego doświadczenia, w roli instruktora, mogę się pochwalić całkiem niezłymi wynikami moich podopiecznych, których wciąż przybywa. Są to między innymi sukcesy Joanny Przybył – brązowej medalistki Mistrzostw Polski Młodych Jeźdźców i uczestniczki Mistrzostw Europy, Oli Malickiej powołanej do kadry narodowej młodych jeźdźców, w roku 2010 i zdobywczyni 2 miejsca w rankingu PZJ za rok 2010 w kategorii młodych jeźdźców. Ostatnio, Sarę Śnioch, młodą ambitną amazonkę, powołano, do kadry narodowej kuców na rok 2011. Oprócz wymienionych zawodniczek pod moja opieką jest kilka młodych i utalentowanych zawodników rozpoczynających starty w konkurencjach skoków przez przeszkody i WKKW oraz grupa niesportowców, chcących poprawiać swoje umiejętności. Cieszyć może również fakt, iż coraz więcej osób z całego kraju przyjeżdża cyklicznie do Skibna, na kilkudniowe konsultacje ze mną, chcąc wykorzystać moje doświadczenie.

Twój największy sukces?

Mam nadzieję, że jest jeszcze przede mną.

 


 

Wywiad przeprowadzono 25.03.2011 Skibno

Paweł Spisak

  • urodził się w Koszalinie, 29 września 1981 roku;
  • mieszka w Koszalinie, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej (SP nr 17) oraz średniej (IV Liceum Ogolnokształcące);
  • magister ekonomii, w roku 2005 ukończył Politechnikę Koszalińską;
  • żona Izabela, córka Wiktoria.
Musisz zainstalować Adobe Flash Player aby wyświetlić poprawnie zawartość.
Partnerzy:
Wszelkie prawa zastrzeżone Paweł Spisak | Powered by C5